Pielęgnacyjni ulubieńcy roku 2019 – moje hity !

Czas na pielęgnacyjnych ulubieńców roku 2019 !

Jeśli interesują cię makijażowi ulubieńcy, zapraszam do wcześniejszego postu!

W poprzednim roku wprowadziłam do mojej pielęgnacji wiele zmian. Przede wszystkim skupiłam się na dogłębnym oczyszczaniu i złuszczaniu skóry. Oprócz tego wprowadziłam wiele produktów naturalnych, które w większości sprawdzały się naprawdę bardzo dobrze. W tym roku udało mi się też unormować moją cerę – z tłustej na normalną. Miałam problemy z wypryskami, przebarwieniami oraz z bardzo przetłuszczającą się skórą i ostatecznie to wszystko znormalizowałam. Dodatkowo od wielu lat borykałam się z rozszerzonymi porami i z pomocą odpowiednich produktów, problem ten bardzo się zmniejszył.

Poniżej przedstawię ci perełki z roku 2019!

1. Tołpa – peeling enzymatyczny, złuszczający koncentrat zwężający pory, maska czarny detox

Peelingu 3 enzymy chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Wydaje mi się, że to najlepszy tego typu produkt na rynku. Pozbywa się martwego naskórka, a cerę pozostawia delikatną i miękką.
Pojemność: 40 ml

Koncentrat pomógł mi się uporać z moimi rozszerzonymi porami. Zmniejszyły się i nie zbierają już tylu zanieczyszczeń.
Pojemność : 75 ml

Kolejny produkt od Tołpy, który sprawdził się świetnie to maseczka. Widocznie oczyszcza skórę i pory. Dodatkowo zauważyłam, że zmniejsza ona wydzielanie sebum.
Pojemność: 40 ml

2. BANDI – krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami

Z tej serii szczególnie do gustu przypadł mi krem złuszczający. Redukuje zaskórniki i niedoskonałości. Dodatkowo oczyszcza pory i zmniejsza ich widoczność oraz dobrze nawilża.
Pamiętajcie tylko, żeby nie używać kilku produktów złuszczających jednocześnie!
Pojemność: 50 ml

3. Eveline – Natural Beauty Foods Bio Vegan

Seria Bio Vegan bardzo przypadła mi do gustu – szczególnie krem multinawilżający. Po jego użyciu skóra była miękka i bardzo nawilżona, a na dodatek mam wrażenie, że nabrała blasku.
Krem matujący z tej serii służył mi najczęściej jako baza pod makijaż.
Jak widzicie Eveline stworzyło również krem ultraodżywczy, który również sprawdzał się bardzo fajnie. Cała ta seria jest wegańska i w 95% naturalna!

4. Bielenda – seria z CBD

Serię tę poznałam dopiero jesienią, ale odrazu się w niej zakochałam. Produkty zalecane są do cery mieszanej oraz tłustej. Są wegańskie, wzbogacone o witaminę B3 oraz olej z nasion konopii. Dokładnie oczyszczają i nawilżają skórę, zapewniając świeży wygląd. Oprócz działania w tej serii ujął mnie zapach… jest po prostu genialny! Aż ciężko go opisać, ale dawno nie miałam kosmetyków, które pachną tak cudownie!

A co u ciebie sprawdziło się najlepiej w poprzednim roku? Podziel się tym w komentarzu!

MAKIJAŻOWI ULUBIEŃCY ROKU 2019

Na moim Instagramie pojawiło się prywatne i zawodowe podsumowanie roku 2019, ale pomyślałam, że warto też zajrzeć do mojej kosmetyczki. Chciałam się z tobą podzielić opiniami o makijażowych produktach, które najczęściej gościły na mojej twarzy w ubiegłym roku.

1. Pędzle i gąbki Donegal

Donegal

Produkty od Donegal poznałam dopiero w 2019 i od razu przypadły mi do gustu. Gdybym miała wybrać coś, co najbardziej mnie urzekło to właśnie ich gąbki do makijażu i pędzle. Oprócz ładnego wyglądu, obydwa produkty są łatwe do utrzymania w czystości. Gąbki są miękkie i nie spijają podkładu, a pędzle dobrze współpracują z produktami.

2. Kryolan anti-shine powder – puder ryżowy

Kryolan

To kolejny produkt, który stosuje już od dłuższego czasu. Pozostawia skórę w dobrym stanie przez cały dzień więc makijaż nie potrzebuje żadnych poprawek. Oprócz trwałości, jego dużą zaletą jest to, że mimo swojego działania matującego nie wysusza skóry jak to często bywa przy takich produktach.

3. Kosmetyki mineralne Lily Lolo

Lily Lolo

W tym roku po raz pierwszy miałam styczność z kosmetykami mineralnymi i zaczęłam od znanej marki Lily Lolo. Wcześniej długo wzbraniałam się od tego typu kosmetyków bo chyba po prostu nie wiedziałam jak ich dobrze używać. Przekonałam się i jestem zachwycona.

4. Podkład Estee Lauder Double Wear Stay-in-Place

Estee Lauder Double Wear

Podkład, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. To mój ulubieniec od wielu lat. Do tej pory nie znalazłam żadnego innego podkładu, który miałby tak dobre krycie i utrzymywał się na twarzy w dobrym stanie przez cały dzień. Dodatkowo dobrze wygląda na zdjęciach i w kamerze.

5. Paletka Affect Pure Passion

Affect Polska

W roku 2019 dopiero zaczęłam eksperymentować z większą ilością cieni. Ta paletka przypadła mi do gustu ze względu na różnorodność odcienie jakie możemy w niej znaleźć. Mamy tam maty, ale też cienie połyskujące i to wszystko w kolorach, które przypadną do gustu zarówno freakowi makijażu jak i osobie, która dopiero zaczyna. Dodatkowo cienie się nie osypują, co znacznie ułatwia pracę z nimi.

6. Korektor Bourjois Healthy Mix

Na koniec ostatni produkt,który również gości u mnie od dłuższego czasu czyli korektor od Bourjois. Stosuję go punktowo jeśli jakieś wypryski pojawią się na mojej twarzy, ale głównie jest moim korektorem pod oczy. Nie wysusza, ani nie obciąża tej okolicy i nie wchodzi jakoś bardzo w zmarszczki.
Jeśli szukasz czegoś lekkiego na co dzień to polecam ci również podkład z serii Healthy Mix.

Jacy byli twoi ulubieńcy roku 2019? A może testowałaś, któryś z wymienionych przeze mnie produktów? Daj znać w komentarzach!

  • OWCOWO

CO MUSISZ WIEDZIEĆ PRZED PODRÓŻĄ DO BANGKOKU?

Kiedy mówiliśmy komukolwiek, ze wybieramy się na dwa tygodnie do Tajlandii i głównie będziemy stacjonować w Bangkoku od każdego słyszeliśmy to samo: brud, smród, wieczne korki, ciągły tłok i naciągactwo. I… wszystko to po trochu jest prawdą lecz Bangkok naprawdę ma różne oblicza!

Dodatkowo wiele zasłyszanych rad i opinii w ogóle się nie sprawdziło. Chciałam w tym wpisie zebrać wszystkie kwestie, które nas zaskoczyły.

Jesteś ciekawy jak Bangkok wygląda naprawdę ? Zapraszam dalej !

TAJLANDIA TO KRAINA UŚMIECHU

Tajlandię często nazywa się krainą uśmiechu więc wyobraź sobie jaki przeżyliśmy szok, gdy na lotnisku prawie każdy witał nas z ponurą i pogardliwą miną. Kiedy podeszliśmy do jednego stoiska kupić wodę, Pani nie podniosła nawet do góry głowy ponieważ była tak zaangażowana w oglądanie filmików w telefonie. Wzięła tylko pieniądze, wydała resztę oglądając dalej. To tacy maja być Ci wiecznie radośni ludzie? To samo można było zobaczyć u ochrony czy obsługi lotniska.
Nieco inaczej już wyglądało to w hotelu, w taksówkach, w barach czy restauracjach czy po prostu na mieście – tam ludzie uśmiechali się przy każdym kontakcie.
Jednak często nie ma to nic wspólnego z uśmiechem jaki znamy tu w Europie. Jest to często sztuczny i wymuszony gest, oczywiście nie u wszystkich bo spotkaliśmy wielu pozytywnych ludzi, ale po kilku spędzonych tam dniach łatwo to rozróżnisz.

TAKSÓWKARZE TO OSZUŚCI

My w jednym z tuktuków 😀

„Taxi tylko z taxometrem”, „taxówkarze będą zawsze próbowali was oszukać” – przeczytaliśmy tonę takich wypowiedzi. Praktycznie na każdej stronie dotyczącej Tajlandii można było znaleźć takie informacje. Nie wiem do jakiś taksówek Ci ludzie wsiadali, ale na pewno nie do tych samych co my, a uwierz ze jeździliśmy nimi wiele razy od tych z napisem taxi meter po prywatne nieoznakowane samochody. Po prostu zawsze musisz ustalać cenę zanim wsiądziesz do samochodu czy tuk tuka, wtedy masz czas na targowanie się i znalezienie najlepszej oferty. Jeśli nie masz pojęcia ile powinien kosztować przejazd, ściągnij aplikację GRAB – to taki azjatycki UBER i łatwo sprawdzisz tam ile mniej więcej powinieneś zapłacić.

W BANGKOKU WSZĘDZIE JEST TANIO

To kolejny powszechnie panujący mit. Transport miejski, street food, jedzenie w sklepach, produkty w małych sklepikach czy w miejscach na uboczu zdecydowanie należą do tanich. Jednak generalnie ceny w Tajlandii bardzo wzrosły jeśli porównamy je do tych panujących jeszcze kilka lat temu. Mimo wszystko wszystkie usługi i atrakcje wciąż są tańsze niż w Polsce czy reszcie Europy. Drogi jest natomiast alkohol w barach i restauracjach – ceny są identyczne jak u nas oraz dania w restauracjach z europejskim jedzeniem – tam stawia się na klientele turystyczną, a więc ceny są też do nich dopasowane. Dodatkowo należy pamiętać, że w większości takich restauracji dodaje się do rachunku 10 % za obsługę oraz 7 % podatku więc jeśli naszła cię ochota na coś nieazjatyckiego i nie widzisz takiej informacji w menu lepiej zapytaj, aby potem nie zdziwić się kiedy otrzymasz rachunek.

SMRÓD, BRUD I WSZECHOBECNE SZCZURY

Kolejny mit. Oczywiście zapach jest specyficzny w całym Bangkoku, ale dla mnie nie było aż tak źle jak wszyscy mówią. Były miejsca, w których zapach był niezbyt przyjemny, ale były to raczej typowe kontenery ze śmieciami lub dziwne miejsca jak na zdjęciu powyżej 😉 .
Niedaleko naszego hotelu mijaliśmy kilka kontenerów i szczurów była tam masa, ale tylko w nocy ponieważ nad ranem wszystko jest sprzątane. Zapach jest straszny również przy podejrzanych street foodach w dziwnych miejscach (wtedy wiemy, że należy uważać).
Ogólnie rzecz biorąc przy tak wysokich temperaturach, wilgotności i zanieczyszczeniu powietrza nie będziemy czuli samych cudownych zapachów więc podsumowując nie ma w tym wszystkim niczego dziwnego i naprawdę nie jest tak strasznie jak wszyscy mówią ;).

TAJSKIE KŁAMSTWA

Im dłużej tam byliśmy tym bardziej wydawało nam się, że tajowie mają kłamstwo we krwi. O ile oszustw i naciągactwa w kwestii płatności za usługi i produkty da się łatwo uniknąć to bardzo łatwo paść ofiarą innych kłamstewek. Do Tajlandii wybraliśmy się na naszą podróż poślubną. Pierwszy raz w Azji, pierwszy raz na innym kontynencie, upalne wakacje podczas gdy w Polsce wszyscy chodzą w kurtkach.. zaszalejemy ! I mimo, że to o czym teraz powiem wydarzyło się na wyspach (Phuket oraz Koh Phi Phi) to uważam, że powinieneś mieć to na uwadze podczas pobytu w jakiejkolwiek części Tajlandii. W obydwóch hotelach wynajęliśmy pokoje z jacuzzi na balkonie (romantyczne chwilę i te sprawy), jednak w żadnym z nich nie było ono sprawne. Nikt nie raczył nas o tym poinformować a po zgłoszeniu sytuacji nasłuchaliśmy się wielu kłamstw i naoglądaliśmy udawanego naprawiania. Jeśli więc chcecie zaznać w Tajlandii trochę luksusu to upewnijcie się czy… on tam w ogóle istnieje 😉

NIE JEDZ STREET FOODU / JEDZ WSZYSTKO NA ULICY

Dwa stwierdzenia i z żadnym z nich nie mogę się zgodzić. Na początku pobytu wydawało nam się, że przy większości stoisk czuć charakterystyczny zapach street foodu, potem trafiliśmy na targi takie jak Malin Plaza czy Ratchada i okazało się, że świeże potrawy pachną całkowicie inaczej 😉 I wydaje nam się, że musicie tam pobyć kilka dni, aby zacząć odróżniać naprawdę dobre i świeże jedzenie na ulicy od niezbyt dobrego. Spotykaliśmy na ulicach przepyszne potrawy i zupy, po których prosiliśmy o kolejną porcję i stoiska, przy których dosłownie chciało się nam wymiotować, a i tak miejsca te gościły wielu tajów więc duża ilość tubylców też nie zawsze jest dobrym wskaźnikiem. Nie zgadzam się więc ani z tym, że street food jest niebezpieczny, ani z tym, że jeść można wszystko do woli – musisz zachować zdrowy rozsądek i nie przesadzić w żadną stronę.

BIAŁEMU TRZEBA TŁUMACZYĆ DWA RAZY

To ostatnia kwestia, którą chciałam poruszyć i jest to raczej taka dodatkowa ciekawostka. Często mieliśmy wrażenie, że tajowie myślą, iż biali ludzie nie ogarniają niczego, szczególnie zauważalne było to w Bangkoku. Przykładowo po zapytaniu o to jak gdzieś trafić potrafili to samo tłumaczyć kilka razy. Nie wiem czy wynikało to z uprzejmości, dla mnie wyglądało to często tak, jakby mieli nas za głupich. A może po prostu są przyzwyczajeni do obcokrajowców, którzy nie znają dobrze angielskiego, kto wie.

Grand Palace Bangkok

To już wszystko, co chciałam wam opowiedzieć w kwestii mitów i plotek na temat Bangkoku. Pobyt tam zdecydowanie polecam wszystkim. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nie byliśmy nigdy wcześniej w mieście, które oferuje tak różnorodny klimat.
Byłeś/aś kiedyś w Bangkoku, albo w jakiejś innej części Tajlandii? Podziel się tym, co cię zaskoczyło lub rozczarowało !

– OWCOWO

GDZIE, JAK I CO KUPOWAĆ W TAJLANDII?

Przypominam sobie czasy, kiedy jako dziecko przeglądałam z wielką pasją segregatory z ciekawostkami i zdjęciami z całego świata. Pamiętacie je? Wtedy było to jedyne źródło informacji o dalekich zakątkach. Marzyłam wtedy o podróżowaniu i zobaczeniu tego wszystkiego na żywo. Niestety musiałam na to trochę poczekać. A jak już zaczęłam… Nie mogę usiedzieć na miejscu. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że jednym z powodów, dla których tak bardzo nie mogłam się doczekać wesela była nasza podróż poślubna. Długo nie musieliśmy się zastanawiać – obydwoje zafascynowani Azją postawiliśmy na Tajlandię – miejsce polecane przez wielu podróżników jako dobry początek zwiedzania tego kontynentu. Spędziliśmy tam dwa tygodnie więc nie zabrakło nam czasu na jakieś zakupy, a że kupuje i sprzedaje się tam zupełnie inaczej niż w Europie, postanowiłam Ci o tym trochę opowiedzieć.

GDZIE KUPOWAĆ W TAJLANDII?

W Tajlandii znajdziecie pełno targów, na których można kupić dosłownie wszystko – ubrania, pamiątki, biżuterię, buty, jedzenie, herbaty, ceramikę itd. Wiele wolnostojących stoisk z produktami znajduje się również przy ruchliwych ulicach więc jeśli będziesz chciał coś kupić to możesz być pewien, że bez problemu to dostaniesz. W Bangkoku znajdziesz również wiele centrów handlowych z dużym wyborem sklepów np. Terminal 21.

Znane targi w Bangkoku:
– Chatuchak (targ weekendowy)
– Patpong
– Ratchada
– Khao San Road

Znany targ w Phuket:
– Malin Plaza (chyba najsmaczniejsze targowe jedzenie jakiego udało nam się skosztować)

JAK KUPOWAĆ W TAJLANDII?

Przede wszystkim nie rób wielkich zakupów na pierwszym targu czy stoisku. Najpierw zorientuj się jaka jest średnia cena danego produktu. My już na początku wycieczki chcieliśmy zrobić duże zakupy, a nie wiedzieliśmy jeszcze jak się targować… powiem w skrócie – nie wiedzieliśmy nic. Wydawało nam się, że trafiliśmy na świetne okazje bo przecież zapłaciliśmy dużo mniej niż w Polsce i na dodatek udało nam się utargować kilka stówek… lecz na kolejnym targu okazało się, że kilkukrotnie przepłaciliśmy. Mieliśmy nauczkę na cały wyjazd i już do końca podróży ostro walczyliśmy o dobre ceny!

JAK SIĘ TARGOWAĆ?

Przede wszystkim nie bój się! Dla Tajów jest to częścią kultury i naprawdę nie będą czuć się urażeni. Na każdym targu, mniejszym lub większym stoisku spokojnie możesz próbować. Rób to przede wszystkim z pewnością siebie bo jeśli tajowie wyczują, że się wstydzisz nie będą chcieli zejść na niższa kwotę.

JAK WYLICZYĆ CENĘ?

My najpierw określaliśmy ile dany produkt mógłby kosztować w Polsce, przeliczaliśmy to na bahty, a potem dzieliliśmy na pół i zaczynaliśmy się targować od jeszcze dużo niższej ceny. Po kilku dniach spędzonych w Tajlandii na pewno wyczujesz, ile co powinno kosztować i potem obliczanie tego będzie już automatyczne.

CO WARTO KUPIĆ W TAJLANDII?

1. Biżuteria

Biżuteria z Tajlandii

Jeśli szukasz taniej biżuterii, lepiej nie mogłeś trafić. Większość da się kupić poniżej 100 bahtów czyli za mniej niż 10 zł. Oczywiście wszystko zależy od produktu i miejsca ponieważ biżuteria gdzieś w świątyniach jest o wiele droższa, ale często można tez znaleźć tam produkty, które nie są dostępne w innych miejscach. Zawsze sprawdzaj ceny w okolicy ponieważ np. na Khao San Road na pierwszym stoisku wszystkie kolczyki kosztowały około 2 – 3 zł, a na kilku kolejnych od 20 do 30 zł – i były to te same produkty! Dlatego nawet jak jesteś na jednym targu warto zrobić rozeznanie i dopiero potem zabrać się za zakupy.

2. Ozdoby i gadżety

Tego jest wszędzie pełno i można to dostać naprawdę tanio. My zaopatrzyliśmy się między innymi w machającego kota (około 12 zł), wachlarz (około 4 zł), który idealnie chłodził w ciepłe dni i drewnianą żabę. Nie pamiętam ile kosztowała ta żaba, ale kupiliśmy ją dość tanio. Mimo wszystko to nie jest istotne ponieważ traktujemy ją jako symbol naszego przebywani na Khao San… każdy kto był tam raz wie o co chodzi. Nagabujące Panie chodzą wzdłuż całej ulicy i grają na tych żabach. Słychać je z daleka. Zaczepiają cię kiedy cię mijają, kiedy siedzisz w knajpie, kiedy przysiądziesz na chodniku… one są po prostu wszędzie 🙂

3. Magnesy i breloczki

Fani magnesów i breloczków będą czuli się jak w raju – szklane, metalowe, gipsowe… znajdziecie tam wszystkie możliwe kombinacje. I co najważniejsze, na każdym stoisku znajdziemy coś innego. Koszt to od 5 zł wzwyż.

4. Kawa / herbata

My w herbaty zaopatrzyliśmy się na Malin Plaza w Phuket. Jedna kosztowała 60 bahtów, jednak kupując kilka otrzymywaliśmy dużą zniżkę. Mi one niezbyt smakują, ale wszystko jest kwestią gustu. Ogólnie wydaje mi się, że kawy czy herbaty nie są popularnym towarem na stoiskach i spotkaliśmy je tylko na wyspach.

5. Kubki

To coś czego można znaleźć naprawdę dużo, ale raczej na większych targach niż małych stoiskach. Wybór potrafi być naprawdę bardzo duży – od zwykłych blaszanych kubków po nieco bardziej artystyczne. My swój słoniowy kubek kupiliśmy za około 10 zł.

6. Mahanakhon – zakupy z wyższej półki

Mahanakhon Bangkok

Przy okazji wizyty w Mahanakhon w Bangkoku (taras widokowy), a właściwie przy okazji wyjścia będziesz zmuszony przejść przez kilka pięter luksusowych sklepów. Jest to strefa bezcłowa i ceny są naprawdę dużo niższe niż w sklepach czy nawet na lotnisku więc jeśli chcesz kupić coś markowego tam będziesz miał ku temu świetną okazję.

7. Figurki Buddhy

Buddha

Ich ceny są naprawdę przeróżne wahają się od kilku złotych do nawet kilku tysięcy. Wszystko zależy od wielkości i materiału, z którego figurka jest wykonana. Najdroższe figurki są oczywiście w okolicy świątyń. My swoją kupiliśmy na Khao San Road za około 10 zł.

8. Tuk- tuk

Tuk tuk

Gwarantuję, że już po pierwszej przejażdżce będziesz chciał mieć chociaż miniaturkę u siebie w domu! Tuk tuki to wspaniała atrakcja dająca wiele radości, a przy okazji dowiezie cię w odpowiednie miejsce. My naszą miniaturkę kupiliśmy przy jednej ze świątyń za około 20 zł.

9. Ubrania

Jeśli szukasz zwykłych ubrań na targach to za dość niskie kwoty to możesz się tam mocno obkupić! Spodnie, spodenki, sukienki, koszulki, koszule… znajdziesz tam wszystko! Cenowo z reguły jest dużo taniej niż w Polsce, ale wszystko jest kwestią dobrego targowania się. My kupiliśmy kilka koszulek, spodenki, spodnie i klapki. Nic nie było droższe niż kilka dyszek.

10. Jedzenie

Thai street food

Hmmm… nie ze bardzo wiem, co napisać w tym punkcie. Tajlandia jest pełna smaków, zapachów i produktów. Znajdziecie tam drogie i luksusowe restauracje, ale też tanie street foody. Są tam dania europejskie i typowo tajskie. Jeśli chodzi o targ z najlepszym jedzeniem to zdecydowanie Malin Plaza na Phuket, a w Bangkoku jest to chyba Ratchada Train Market – w obydwóch miejscach jedzenie było świeże i smaczne.
Nie ufaj też każdemu stoisku ze street foodem bo czasami naprawdę można się naciąć i nieźle rozchorować. Ale nie słuchaj też głosów, że nie powinno się tam w ogóle jeść, gdyż wtedy stracisz naprawdę dużo z uroków Tajlandii. Po prostu po kilku dniach sam wyczujesz, gdzie warto kupić coś do jedzenia więc po przyjeździe bądź ostrożny i nie jedz wszystkiego całe dnie 😉
Ja w Tajlandii zatrułam się jedzeniem nie na ulicy tylko… w restauracji na wyspie. Od początku nie byliśmy pewni tej knajpy i ostatecznie intuicja nas nie zawiodła więc jeśli w jakimś miejscu widzisz mało klientów, albo coś innego cię martwi – lepiej nie wchodź. Dla pewności warto często jeść thai spicy (dania bardzo ostre) wtedy masz większą szansę na uniknięcie zatrucia.

Podsumowanie zakupów w Tajlandii

Podsumowując w Tajlandii każdy fan zakupów znajdzie coś dla siebie. Oprócz ciuchów czy biżuterii możemy zakupić również świetne pamiątki i wszystko w dość przystępnych dla polaków cenach.

Jeśli byłeś z Tajlandii lub w innym azjatyckim kraju daj znać co kupiłeś ! Może znasz jakieś inne targi lub miejsca warte odwiedzenia?

Zapraszam do dzielenia się wrażeniami lub przemyśleniami w komentarzach.

– Owcowo

PATOINTELIGENCJA

Żyjemy teraz w dobie chęci posiadania. Pamiętam jak jeszcze w szkole każdy chciał mieć więcej. Lepszy piórnik . Lepszy plecak. Lepszy telefon. Lepsza faza. Ciągle do czegoś dążyliśmy. Jako dorośli robimy to samo. Lepsza praca. Lepszy samochód. Lepsze mieszkanie. Lepsze gadżety. Ciągle do czegoś dążymy.

I można by powiedzieć, ze nie ma w tym nic złego bo przecież wysokie ambicje, zorientowanie na cel i zaangażowanie mogą doprowadzić nas daleko. Ale czy naprawdę wiemy jak wygląda życie po tej drugiej, magicznej i bogatej stronie? Często zaślepieni dążymy do bogactwa nie zastanawiając się nawet jaka jest jego cena. A może raczej źle obliczamy bilans zysków i strat. Wydaje nam się, że gdy już osiągniemy wszystkie te cele, rozwiążemy nasze problemy. A jeśli nie mamy nic w głowie to pieniędzmi niestety nie załatamy tych dziur. I nie myśl, ze chce przytoczyć teraz powiedzenie, ze pieniądze szczęścia nie dają. Dają. Przede wszystkim dają wolność, a jeśli pracowałeś ciężko nad sobą i dalej chcesz się rozwijać to pieniądze stawiają przed tobą fantastyczne możliwości. Jednak nie oszukujmy się. Takich ludzi jest mało. Większość bogatych to ludzie zaślepieni liczbami na koncie, a pieniądze potrzebne są im tylko do nakarmienia swojego ego. A… no i na nowego Iphona!

Co się dzieje kiedy matka zgorzkniała prawniczka i ojciec bankier (stereotypowe prace, podane tylko dla przykładu) będą mieli dzieci? Znajdą im opiekunkę, która będzie chciała odbębnić 10h za całkiem dobry hajs. A potem kiedy dziecko będzie już wystarczająco duże, aby zostawać w domu zacznie wychowywać się samo. I tu scenariusze mogą być przeróżne tak jak w naszym tytułowym utworze – jedni zaczną pic, drudzy ćpać, a inni odbiorą sobie życie. I przeciętny człowiek zapytałby „A czego tym dzieciakom brakuje? Wożą się drogimi furami, mają markowe ciuchy, gadżety i przynajmniej 4 wyjazdy zagraniczne w roku. Żyć nie umierać.” I chodź będzie brzmiało to banalnie… tam po prostu nie ma uczuć. I nie chodzi tu o to, ze nie ma tam miłości. Nie ma tam niczego. Rodzice pracujący od rana do nocy przynoszący 30 tysięcy do domu nie mają czasu nawet zezłościć się na dziecko. Nie mają czasu na głębokie rozmowy, ani na jakiekolwiek uczestniczenie w życiu dzieci. Mają za to pieniądze na MacBooka i perfumy od Gucci. Często usprawiedliwiają tym siebie przed swoim własnym sumieniem. „Przecież dostał ostatnio nowego laptopa, a sierpniu lecimy na Dominikanę. Ma wszystko, czego chce”. A tak naprawdę za tym Mercem stoi młody, samotny i wystraszony człowiek, który oparcie znajduje w dziwnych kolegach, wódzie i koksie.

Nawiązując jeszcze konkretnie do tego utworu… trafił on w zawrotnej prędkości do wielu ludzi. Czy to oznacza, że temat i kwestie poruszane są tak prawdziwe, że wielu się z nimi utożsamia czy po prostu ludzi ujęło genialne flow rapera? Obojętnie jakie są pobudki ludzi i jakie powody miał Mata, aby stworzyć ten utwór, pamiętaj o tym, że więzi z dziećmi są najcenniejsze. Spędzaj ze swoimi dziećmi czas w wartościowy sposób i dbajcie o siebie nawzajem. A jeśli chcesz mieć dzieci bo wypada lub bo kiedyś trzeba to po prostu sobie odpuść , żeby nie stały się kiedyś bohaterami takich utworów.


Patointeligencja – Mata

https://www.youtube.com/watch?v=wTAibxp37vE

Cześć !

Phuket, Tajlandia.

Na każdym blogu musi pojawić się ten pierwszy wpis. Długo zastanawiałam się co powinnam napisać. „Cześć, jestem Marta, mam 25 lat i…” – nie chce brzmieć jak na spotkaniu AA.

Wiec… kiedyś prowadziłam już bloga, a właściwie dwa. Wiele lat temu kiedy jeszcze nie miałam na głowie tylu obowiązków, co teraz i moje spojrzenie na otaczający mnie świat było inne. Porzuciłam je… w sumie sama nie wiem dlaczego, chyba po prostu zamieniłam to na jakąś inną zajawkę, których miałam wtedy całkiem dużo. Od zawsze lubiłam dzielić się tym co robię, co lubię i na czym się znam. Przyszła pora, aby zabrać się za to na poważnie. Prowadzę konto na Instagramie, ale tam zabrakło mi już chyba miejsca, aby wyrażać wszystko to, co bym chciała i tu narodził się pomysł na bloga. Jeszcze niedawno myślałam, że blogosfera to wymarła cześć internetu… a jednak nie! Więc z głową pełną pomysłów wracam do blogowej gry!

Bardzo nie chce kategoryzować tego miejsca, ale jeśli muszę to nazwałabym je po prostu blogiem lifestylowym. Chce się z Tobą dzielić moimi pasjami i przemyśleniami. Znajdziesz tu porady psychologiczne, strefę beauty, relacje z podróży i… pewnie wiele innych tematów, które będą u mnie akurat aktualne.

Zapraszam Cię jako towarzysza mojej najważniejszej podróży… zwanej życiem!